5 000 zł miesięcznie za jedno szkolenie w miesiącu — to nie za dużo?
+
Gdyby to było jedno szkolenie w miesiącu, to byłoby za dużo. To jest osiem godzin pracy z Waszą organizacją miesięcznie plus wszystko, co dzieje się pomiędzy: dobór tematu pod Wasze realne procesy, decyzje o narzędziach i compliance, newsletter, odpowiedzi w grupie. W skali roku wychodzi 60 000 zł netto za dwanaście miesięcy ciągłej pracy. Cztery szkolenia ad-hoc kosztują 24 000 zł i dają cztery mocne dni. Jeśli tego właśnie potrzebujecie, weźcie cztery dni szkoleniowe, wyjdzie taniej i uczciwie Wam to mówię. Program ma sens wtedy, gdy zależy Wam na ciągłości i na tym, żeby po roku kompetencja została w firmie bez mojego udziału.
Czym różni się wariant za 10 000 zł miesięcznie?
+
Liczbą trenerów i tym, że oba tory jadą naprawdę równolegle. W wersji podstawowej prowadzę program sam i przełączam się między IT a biznesem. W wersji za 10 000 zł netto miesięcznie pracuje dwóch trenerów: jeden przypisany do IT (compliance, RODO i AI Act, wybór stacku, bezpieczeństwo danych), drugi do biznesu (procesy, adopcja, use case'y, opór). Razem daje to 12 godzin miesięcznie zamiast ośmiu, a raz w miesiącu obaj siadają na wspólny przegląd i wychodzą do Was z jedną rekomendacją, nie z dwiema. To wersja dla organizacji, w których IT i biznes mijają się o kwartał i każdy tydzień zwłoki kosztuje.
Mamy już za sobą szkolenie z AI. Program nie powtórzy tego samego?
+
Nie, bo zaczyna od innego miejsca. Na pierwszym spotkaniu ustalamy, co Wasi ludzie już umieją i czego używają w praktyce, i od tego punktu jedziemy dalej. Firmy po szkoleniu są zwykle najlepszym materiałem na ten program: mają za sobą pierwszy impuls, wiedzą, gdzie AI im pomogło, i widzą, w których miejscach zabrakło zasad, narzędzi albo kogoś, kto poprowadzi to na co dzień. Program dokłada właśnie te trzy rzeczy plus rytm, w którym kompetencja rośnie zamiast się wypłaszczać.
Mamy już Copilota i licencje ChatGPT. Po co nam jeszcze program?
+
Licencje to nie adopcja. Najczęstszy obrazek, jaki widzę: firma płaci za kilkaset stanowisk, loguje się kilkanaście osób, a dział zakupów pyta, dlaczego odnawiamy. Narzędzie jest zwykle najmniejszym problemem — brakuje zasad (co wolno wrzucić do modelu), procesu (gdzie to konkretnie skraca pracę) i kogoś, kogo można zapytać w środę po południu. Jeśli licencje już macie, tym lepiej: nie wydajemy ani złotówki na nowe narzędzia, tylko wyciągamy z tych, za które już płacicie.
Kto po naszej stronie musi się w to zaangażować?
+
Trzy osoby i mniej czasu, niż się spodziewasz. Ktoś z HR lub L&D jako gospodarz programu — to on zbiera potrzeby i pilnuje terminów. Jedna osoba z IT do rozmów o compliance i narzędziach. I sponsor z zarządu, który raz na kwartał podejmuje decyzje. Realnie: dwie do trzech godzin miesięcznie po Waszej stronie poza samymi spotkaniami.
Co, jeśli w danym miesiącu nie mamy tematu na szkolenie?
+
To ja przychodzę z tematem. Przed każdym miesiącem pytam, co się u Was dzieje, i z tego robi się sesja. A jeśli naprawdę nic nie wisi w powietrzu, mam moduły, które działają w każdej organizacji: praca z dokumentami, automatyzacje bez kodu, AI w spotkaniach i raportowaniu, higiena danych i bezpieczeństwo. Nie było jeszcze miesiąca, w którym zabrakło o czym rozmawiać.
Da się to sfinansować z BUR albo KFS?
+
Część szkoleniowa zwykle tak, ale abonament miesięczny bywa formalnie kłopotliwy i nie będę Ci obiecywał czegoś, czego nie kontroluję. Sam wniosków nie prowadzę — to osobna specjalizacja. Kieruję do zaufanego partnera, który zajmuje się BUR, KFS i funduszami UE od lat, i sprawdzamy na pierwszej rozmowie, co da się podpiąć pod dofinansowanie, a co lepiej rozliczyć normalnie.
A jeśli po trzech miesiącach uznamy, że to nie działa?
+
To kończymy. Nie ma minimalnego okresu ani kar za rezygnację — umowa idzie miesiąc do miesiąca. Wiem, jak to brzmi przy produkcie, który sprzedaję jako roczny, ale mam z tym prosty problem: jeśli musiałbym Cię trzymać zapisem w umowie, to znaczy, że program nie dowozi. Wolę, żebyś co miesiąc miał powód, żeby zostać.